Mądre suplementy

IMG_20150812_124056Powiem szczerze: nie lubię tabletek, kapsułek i innych sztucznych zamienników tego, co można znaleźć w zdrowym pełnowartościowym jedzeniu. Denerwują mnie reklamy typu: weź, łyknij, świat będzie piękniejszy, tylko nasz preparat jest najlepszy (choć tak naprawdę prawie nie różni się od preparatów konkurencji).  I nie mówię tu o lekach, dzięki którym można jeść świństwa, ale wątroba nie boli (to temat na oddzielny artykuł), ale o magnezie, błonniku czy kwasach omega. Uważam, że w wielu przypadkach ze strony producentów to naciąganie, a z kolei konsumenci podchodzą do sprawy zbyt bezrefleksyjnie.

Największy problem wszystkich tabletek to stopień wchłaniania substancji aktywnej. Tak naprawdę nie wiadomo ile z minerałów, witamin, czy co tam ma nam pomóc dostaje się do naszego organizmu, a ile zostaje wydalone. Zjadając pełnowartościowy posiłek złożony ze świeżych produktów, dostarczamy sobie naturalne składniki w takiej formie, w jakiej nasz gatunek robi to od setek tysięcy lat. Sproszkowane, oczyszczone, pełne sztucznych dodatków nie zawsze dają pożądane efekty.

Jestem w stanie „przełknąć” suplementy, w których w składzie jest skondensowany składnik roślinny. Przykładem takich preparatów mogą być ekstrakt żurawiny – na schorzenia układu moczowego (może lepiej byłoby pić sok żurawinowy, ale w naszych sklepach trudno o produkt, który posiadałby więcej niż 6% takowego w swoim składzie – mimo, że nazwa handlowa sugeruje znacznie więcej), ekstrakt z czarnej jagody – na choroby oczu, czy nawet ekstrakt z czosnku w leczeniu przeziębień dla osób które nie tolerują jego ostrego smaku.
Suplementem można również określić preparaty ziołowe – tu się nie czepiam, o ile nie ma sztucznych dodatków, albo np. produkty pszczele – mleczko, pyłek czy propolis. Są to stężone substancje o pochodzeniu naturalnym mające korzystne działanie przy wielu problemach zdrowotnych. Umiejętne ich stosowanie może wspomóc lub nawet zastąpić leczenie konwencjonalne.

Ostatnio bardzo modne są kwasy omega 3 i w sumie bardzo dobrze, bo są one bardzo istotne w funkcjonowaniu organizmu: są przeciwzapalne, obniżają poziom cholesterolu, zapobiegają nadciśnieniu (to tylko kilka wybranych zalet). Ich bogatym źródłem w diecie są tłuste ryby morskie, ale wiadomo, nie wszyscy ryby lubią i chcą jeść. Alternatywą jest picie tranu albo stosowanie zamienników roślinnych (te zwłaszcza dla wegetarian i wegan) – olej lniany (chroniony przed światłem i koniecznie przechowywany w lodówce – również w sklepie) i świeżo mielone siemię lniane (przechowywane w lodówce) – 2 łyżki dziennie. Kwasy omega są bardzo nietrwałe i zarówno pod wpływem światła, jak i temperatury tracą swoje właściwości, dlatego tak ważne jest ich odpowiednie przechowywanie. Oczywiście jak ktoś się uprze, że ani ryby, ani olej, ani siemię (kwasy omega 3 znajdują się również w innych produktach np. orzechach, ale w mniejszych ilościach)a ma problemy z cholesterolem i nadciśnieniem, to już niech lepiej suplementuje. Informacja dla wegetarian: większość kapsułek, w których znajdują się suplementy czy leki zawierają w składzie żelatynę!

„Magnez najlepszy na stres!” przekonują nas reklamy. Magnez rzeczywiście jest potrzebny, podobnie jak wapń, żelazo, cynk czy miedź, ale czy rzeczywiście trzeba łykać je w tabletkach? Może lepiej przyjrzeć się swojej diecie i włączyć naturalne produkty, które zawierają te minerały. Na pewno będzie zdrowiej.

Swoim klientom polecam dwa suplementy jako niezbędne do prawidłowego funkcjonowania. Jeden z nich przeznaczony jest dla wegan – osób jedzących wyłącznie produkty roślinne. Mają one w diecie niedobory witaminy B12 i właściwie nie da się zastąpić tabletki naturalnym produktem (witaminę B12 mają ponoć regionalne, wytwarzane metodami domowymi fermentowane produkty sojowe na Dalekim Wschodzie, u nas raczej nieosiągalne). Witamina ta jest co prawda syntetyzowana przez bakterie jelitowe, ale w niedostatecznej ilości.

Kolejnym suplementem – tym razem dla wszystkich jest witamina D3. W dni słoneczne nasz organizm sam jest w stanie ją wytworzyć, ale kiedy słońca jest coraz mniej, a my szczelniej zakrywamy skórę przed zimnem  – jesienią, zimą i wczesną wiosną, zalecam suplementację. Witamina D3 reguluje gospodarkę wapniową, zapobiega ubytkowi wapnia z kości i w efekcie – osteoporozie, dlatego jest szczególnie ważna w przypadku kobiet, które znacznie bardziej są narażone na tą chorobę. Preparaty witaminy D3 również występują pod postacią kapsułek – rozpuszczona w oleju (z żelatyną w składzie otoczki), albo tabletek. Musimy pamiętać, że tabletkę należy zażyć podczas posiłku zawierającego tłuszcze (to nie musi być od razu golonka, wystarczy kilka orzechów).

Nie ma sensu popadać w skrajności i kategorycznie odmawiać przyjmowania suplementów kiedy jest to w pełni uzasadnione, nie należy również faszerować się nimi bez zastanowienia. Nie przyjmuję argumentu „nie wiedziałem”, albo „bo tak łatwiej”. Mamy przecież Internet  i w każdej chwili możemy sobie doczytać w jakich produktach znajdziemy potrzebne witaminy albo składniki mineralne. A jak nie w Internecie to w książce, albo u dietetyka – nie żyjemy w  średniowieczu. Lenistwa też nie pochwalam, bo zdrowiej zjeść trochę warzyw niż łykać tabletkę z witaminami. Oczywiście są wyjątki, czasem nietolerancje i alergie pokarmowe nie pozwalają nam na przygotowanie zbilansowanych posiłków, również w poważnych niedoborach, po konsultacji z lekarzem trzeba sięgnąć po suplementy.

Magda Heba